Co najmniej od zamierzchłych czasów mody na semiotykę wiadomo, że brak tekstu też może być tekstem, choć wcale nie trzeba semiotyka do zdroworozsądkowego stwierdzenia, że milczenie najczęściej bywa wymowne. A zatem, w tym miesiącu w „kulturzeenter” – milczymy. Milczymy wymownie. Na tematy narodowe. Milczymy za pomocą ankiety „Polak przyszłości – model do składania”, rozpisanej wśród luminarzy współczesnej (polskiej) myśli, która wzbudziła wśród tychże luminarzy dość mikry, aczkolwiek ciekawy odzew. W jednej z nielicznych odpowiedzi Tadeusz Nyczek przywołuje nas do porządku, twierdząc, że jest to jedna z tych ankiet, które prowadzą donikąd i niczego nie rozwiążą (choć ankiety nie są od rozwiązywania). Każdy, kto weźmie w niej udział, ma szanse znaleźć się wyłącznie po jednej albo drugiej stronie starej barykady mentalno-światopoglądowej, najcelniej sformułowanej w XIX wieku przez rosyjskich filozofów: można oto zostać albo zapadnikiem wyznającym liberalno-europejskie wartości, albo słowianofilem zapatrzonym jedynie we własne narodowe racje. U nas to trwa od stuleci, a co najmniej od „Pana Tadeusza” i wcale nie widać, żeby coś się tu zmieniło. Polecając uwadze czytelników motywacje nyczkowego pesymizmu, nieśmiało opowiem o naszych sposobach walki z milczeniem, w których przejawiają się typowe dla młodzieńców w naszym wieku (niecały rok!) skłonności do ulegania nadziei – na trzecią drogę, jakiś poboczny, dywersyjny dyskurs na tematy polskie i narodowe. Skoro sami błąkamy się w definicyjnej mgle, to może skutecznie opowiedzą nas Inni? Jakub Wydrzyński i Milena Migut relacjonują zatem kilka epizodów tych ryzykownych poszukiwań prowadzonych poza granicami kraju, a Aleksandra Konopko zajmuje się przedstawieniami Jana Klaty, którego zawód czy też raczej powołanie reżysera teatralnego predestynuje do patrzenia na Polskę i Polaków z perspektywy trochę zdziwionego, ciutkę złośliwego, i ogromnie wkurzonego dzieciaka. Osobny przypadek w tym szergu stanowi Tomasz Kozak - uchwycony w długiej rozmowie z Barbarą Wybacz - wartysta kontrowersyjny, a przy tym niezwykle wygadany ideolog-erudyta. Na zakończenie - trochę samochwalstwa. Udało nam się w końcu wejść w stałą współpracę ze znakomitym białoruskim miesięcznikiem "Arche", który już od tego numeru udostepnia nam swoje teksty.
Grzegorz Kondrasiuk
Dla jednych głównym celem będzie stworzenie z Polski nowoczesnego narodu na wzór Szwecji czy Holandii, dla innych – zostanie wreszcie Winkelriedem narodów, Anhellim i murami obronnymi Watykanu.
Postawienie pytania o to, co znaczy bycie Polakiem we współczesnym świecie jest wyjątkowo trafne w Lublinie, w mieście zawarcia Unii Polsko-Litewskiej. To tu w szczególności z dumą przyznajemy się do wielonarodowej Jagiellońskiej Rzeczpospolitej. Tyle, że dzieje się to na poziomie czysto werbalnym.
U nas wszystko, co polskie jest natychmiast utożsamiane z Holocaustem, tak jakby wcześniej nie było żydowskiego życia w Polsce. Oczywiście, ludzie mogą czuć i myśleć co chcą, ale nie rozumiem dlaczego muszę wysłuchiwać zarzutów o szarganie pamięci Shoah od faceta przebranego za penisa?
Syn Rivki pojechał kilka lat temu do Polski. Na wakacje, nie po to, by odwiedzić miejsca Zagłady. Przez spędzone tu dwa tygodnie nie słyszał prawie polskiej muzyki, języka polskiego. Wydawało mu się, że Polska jest niema i głucha, że ludzie nie rozmawiają ze sobą na ulicach, w pociągach, że na targach nie ma gwaru. Rivka nie może uwierzyć w to, co mówi jej syn. Polska w opowiadaniach jej matki była barwna i głośna.
O, mdli Polanie! Samo zniewolenie nie przynosi wam ujmy. Waszą hańbą jest to, że nie robicie nic, by zerwać kajdany bezmyślności i podległości!
W latach 60-tych jeździliśmy po kraju, zbieraliśmy ludowe piosenki, spisywaliśmy tradycje i obyczaje. Zrozumieliśmy, że stara litewska wiara jest nadal żywa. Postanowiliśmy ją odrodzić. W roku 1967 zorganizowaliśmy święto Rasos (Nocy Świętojańskiej) w Kernawe. Przychodziło do nas mnóstwo młodzieży. Jednak w 1973 roku sowieci zabronili nam naszej działalności.
Kryzys jeszcze raz potwierdził niewzruszalność praw rozwoju kapitalizmu, odkrytych przez Karola Marksa i Fryderyka Engelsa i wyznawanych przez Włodzimierza Ilicza Lenina.
Artykuł otwierający cykl tłumaczeń z białoruskiego miesięcznika „Arche”.
Dławienie sprzeciwu chłopów wobec kampanii rekwirowania zboża, bezpośrednie uczestnictwo czekistów w działaniach rekwizycyjnych na wsiach, systematycznie zbieranie informacji o przejawach niezadowolenia z twardej polityki reżimu — czekistowska „operacja na wsi” rozrosła się do operacji przeciw całemu społeczeństwu, aby ostatecznie je ukorzyć i siłą odwieść od zastanawiania się nad tym, kto tak naprawdę stoi za Wielkim Głodem.
Mimo że Jan Klata nie wystawił jeszcze Studium o Hamlecie (a jedynie Hamleta Szekspira) w swojej twórczości teatralnej zdaje się przez cały czas zadawać sobie – za Wyspiańskim – pytanie „co jest w Polsce do myślenia?”.
Miasta-ogrody były XIX-wiecznym pomysłem na zrównoważony rozwój. Wiele z nich istnieje w Polsce do dziś, ale są zaniedbane i zagłuszone przez chaotyczną współczesną przestrzeń miejską. Pomysłem na wskrzeszenie tej idei jest projekt „Otwarte Ogrody” – pomysł łączący wiek dziewiętnasty z nowoczesnym rozumieniem przestrzeni społecznej.
Kiedyś uważano że przestrzeń miejską może rozwijać tylko projektant po studiach przy użyciu tradycyjnej deski kreślarskiej. Ale świat nie stoi w miejscu. Rzeczywistość się zmienia i dziś to samo robi chłopak z bloku za pomocą deski na czterech kółkach.
kultura enter
miesięcznik wymiany idei
redaguje zespół
projekt logo i okładki: Dawid Jurek
www: Łukasz Gładysz
redakcja: Grzegorz Kondrasiuk (red. naczelny, teatr), Agnieszka Caban (wielokulturowość, sekretarz redakcji), Julia Hoczyk (teatr), Paweł Laufer (dział wschodni), Marcin Skrzypek (miasto i obywatele), Grzegorz Rzepecki, Mirosław Haponiuk; współpraca: Katarzyna Hołda, Tomek Kitliński, Marta Ryczkowska, Barbara Wybacz
Wydawca:
Warsztaty Kultury
Centrum Kultury w Lublinie
e-mail: redakcja@kulturaenter.pl
© 2008 - 2009 Centrum Kultury w Lublinie. Wszelkie prawa zastrzeżone