W Biłgoraju ulicę, która miała się nazywać ulicą Issaca Bashevisa Singera, ostatecznie nadano imię księdza Popiełuszki. Sami mieszkańcy często nie wiedzą, kim był Singer, skąd pochodził i dlaczego mają być dumni, że właśnie z Biłgoraja, zaś niektórzy z tych co wiedzą, raczej „wiedzą swoje” i może lepiej, żeby nie wiedzieli. No, może z wyjątkiem Biłgorajskiego Stowarzyszenia Kulturalnego imienia I. B. Singera. Z innych spraw, o których nie do końca było wiadomo – niedawno powstało pytanie, gdzie dokładnie kończył się teren biłgorajskiego kirkutu, a jak już wszyscy się dowiedzieli gdzie, to nikt z tego nie był zadowolony. Jeśli zaś chcemy dowiedzieć się, co o nas wiedzą, myślą i piszą nasi przedwojenni żydowscy koledzy i koleżanki, wystarczy sięgnąć do Churban Bilgoraj. Właśnie ukazuje się polskie tłumaczenie księgi pamięci Biłgoraja – jako jedno z pierwszych w kraju. czytaj dalej...
Sanktuarium maryjne w Licheniu to performans czasów prosperity. Ma ono fundamentalną zaletę, której brakuje wielu współczesnym kościołom – jest w nim decyzja. Twórcy Lichenia wyczuli potrzebę i zaryzykowali. To jest po prostu gra va banque - monumentalny, reprezentacyjny, wręcz cesarski gmach w samym środku łanów zboża. Licheń ma polot – liście paproci zamiast papirusów na egipskich głowicach, zrywające się do szarży ławki o husarskich skrzydłach… Panuje tu też duch zabawy, o którym mówił już Huizinga - należałoby się zastanowić, czy wierni rzeczywiście wszystko w Licheniu biorą tak do końca śmiertelnie poważnie.
W teatrze alternatywnym, dawniej studenckim "narodowe" przedstawienia robił Teatr STU. Sennik polski czy Spadanie to są klasyczne przykłady. Teatr Ósmego Dnia w tym czasie zrealizował Jednym tchem - przedstawienie polityczne, społeczne. To było dla nas bardziej pasjonujące niż wywoływanie narodowego mitu i dramatu Polski nieustająco wiszącej na krzyżu. Dziś też nie uważam, żeby narodowe wątki były szczególnie ważne. Cenię sobie internacjonalizm, a „narodowy” kojarzy mi się z czymś bardzo ciasnym, wąskim, egocentrycznym.
Czy żyjemy dziś – jak przekonuje nas wielu historyków i teoretyków – w epoce zmierzchu historii oraz dominacji pamięci? Czy skazani jesteśmy na mnożenie cząstkowych opowieści bez żadnej możliwości Syntezy? Czy może odwrotnie – to pamięć odeszła bezpowrotnie wraz z końcem społeczeństw tradycyjnych i dziś nawet to, co nazywamy na swój użytek pamięcią przenika na wskroś duch historii?
Pamięć chora z nadmiaru stała się tematem "Bohaterów XX wieku. Sztuki histerycznej na lalki", spektaklu w reżyserii Toma Kühnela, pokazanego polskiej publiczności w ramach Międzynarodowego Festiwalu Teatralnego Warszawa Centralna 2008 "Stygmaty ciała". Zderzenie w jednym miejscu i czasie sylwetek takich jak: Franciszek Józef, Królowa Wiktoria, Wilhelm II, Mikołaj II, Lenin, Trocki, Stalin, Róża Luxemburg, Hitler, Goebbels, Mussolini, Churchill, Roosevelt, Franco, Che Guevara, Chruszczow, Mao, Fidel Castro, Arafat, J.F. Kennedy, Jackie, Kohl, Mandela, Gandhi, ale też Hemingway, Majakowski, Brecht, Lennon, Marilyn Monroe, Myszka Miki, Gagarin, Darwin, Einstein, wywołuje uczucie chaosu, wybija z przyjętych porządków narracyjnych, w których – często w bezrefleksyjnym uproszczeniu – umieszczamy postaci-idole.
Co łączy Dorotę Masłowską i Jana Klatę? Najnowsze dramaty niegdysiejszej „nastohańby polskiej literatury” i „buntownika z różańcem w kieszeni” (trudno odmówić sobie zacytowania tak smakowitych prasowych określeń) wykazują bardzo interesującą zbieżność. Zarówno "Między nami dobrze jest Masłowskiej", jak i "Weź, przestań" Klaty obraz społecznego wykluczenia konfrontują z polską, traumatyczną, pamięcią zbiorową.
Wielu autorów ksiąg pamięci pisze o swoich rodzinnych miejscowościach jako o miejscach, których właściwie już nie ma i do których prawdopodobnie nigdy nie wrócą. Jednocześnie autorzy wspomnień bezpośrednio lub między wierszami wyrażają nadzieję, że ktoś kiedyś przeczyta ich słowa. Dlatego księgi te, powstałe z myślą o upamiętnieniu własnej społeczności, czytane dzisiaj przez polskich czytelników, przybliżają im żydowskie spojrzenie, ukazują, jak głębokie więzi łączyły polskich Żydów z ich miejscami urodzenia czy zamieszkania, a także pozwalają lepiej zrozumieć sprzeczne czasami uczucia i wybory.
Prezentujemy wybrane fragmenty polskiego przekładu z jednej z biłgorajskich ksiąg pamięci, pod redakcją Abrahama Kronenberga. Churban Biłgoraj znaczy „zagłada Biłgoraja” - churban w językach hebrajskim i jidysz oznacza „zniszczenie”, „zagładę”, w obu językach określenie to używane jest tradycyjnie w odniesieniu do zburzenia I i II Świątyni Jerozolimskiej; ze względu na swój zakres zagłada Żydów w czasie II wojny światowej jest określana często mianem III Churban.
Biłgoraj, jesień 2008 roku. Na placu po byłej betoniarni, położonym obok ogrodzonej części cmentarza żydowskiego rozpoczęto prace porządkowe. Wykopano szczątki ludzkie. Prezes firmy, która w 2002 roku nabyła ten teren od syndyka masy upadłościowej betoniarni nie wiedział, że kupuje cmentarz.
„Epoka genialna” Brunona Schulza nadal istnieje. Istnieje, lecz należy ją wspierać i nie pozwolić na jej zniszczenie. Wspieranie takie zaczęło się od roku 1992, ogłoszonego przez UNESCO Rokiem Wielkiego Bruno – w setne urodziny i pięćdziesiątą rocznicę śmierci Artysty. Wówczas w miejscu tragicznej śmierci Brunona Schulza po raz pierwszy był odmówiony kadisz. Od tamtej pory takie spotkania odbywają się corocznie – modlą się Przewodniczący Drohobyckiej Gminy Żydowskiej, księża rzymsko-katoliccy oraz ukraiński swiaszczennik greko-katolicki.
Literatura romska w Polsce przez wiele stuleci po prostu nie istniała. Historia ludu bez ziemi egzystowała przede wszystkim dzięki przekazowi słownemu, na przestrzeni wieków obrastała w mity i legendy. Wyrazem tęsknot i bólu nie tak obcego właśnie tej grupie były pieśni, piosenki, utwory liryczne wykonywane przy akompaniamencie muzyki lub improwizowane. Wiedza ludowa przekazywana była z pokolenia na pokolenie, nie wiadomo ile niezwykłych i ważnych opowieści zaginęło bezpowrotnie, a ile z nich znamy do dnia dzisiejszego.
Zamówiłem u mojego jedenastoletniego syna projekt „pomnika Polski” i „polskości”. Efekt zatrwożył mnie. W rękach trzymałem projekt, który zachwyciłby pewnego masowego producenta „narodowych” pomników mego rodzinnego miasta. Jeśli młody chłopiec, mimo mych wysiłków, podąża takimi tropami, czeka mnie jeszcze sporo pracy.
Wycieczki z niewidomymi przewodnikami kazały mi odkrywać na nowo dobrze znane miejsca. Punktem wyjścia do „Niewidzialnej mapy Wrocławia” było szukanie inspiracji dla fotografii. Dwa lata pracy nad projektem uświadomiło mi jednak, w jak wielu innych dziedzinach takie spotkania mogą być inspirujące. Architektura, urbanistyka, komunikacja, fonosfera, orientacja i identyfikacja miejsc to tylko niektóre z nich ujęte w tym artykule.
Dalszy ciąg opisu „mentalności pozorów” z poprzedniego numeru. Rozbiór wielopiętrowej struktury pozornej jaką jest przyszła misja lubelskiego Centrum Spotkania Kultur oraz próba znalezienia przyczyn naszych (narodowych?) skłonności do pozoranctwa.
Dyskusja o przyszłości "Teatru w budowie" 26.02.2009 o godz. 24:00 także na antenie radiowej w audycji Laboratorium opinii. Słuchaj na www.radio.lublin lub nastaw radioodbiornik na częstotliwość 102.2
W pewnych okresach historycznych mieliśmy do czynienia z formowaniem się mitów kulturowych, w tym mitu kresów, i nie tylko po stronie polskiej. Problem w tym, że współczesne pogranicze żyje swoim życiem, ale zanika jego język – „język chachłacki”. Ryszard Kapuściński, który pochodził z Pińska, jakby nie było - z terenów dzisiejszej Białorusi, mówił o współczesnej walce, jaka toczy się o język: gdy umiera język, umiera kultura.
Lwów dopiero pod koniec XVIII wieku zaczął odgrywać rolę jako stolica kulturalna i miejsce skupiające wyższe towarzystwo stołeczne. Wcześniej pełnił rolę miasta prowincjonalnego, niezbyt ludnego, w którym niewiele się działo. Musiał ustąpić Warszawie, która była w XVIII wieku niekwestionowaną stolicą uciech i rozrywek, oraz wyższego kulturalnego życia. Miało się to przeobrazić pod koniec XVIII wieku, dzięki politycznym zmianom na mapie Polski.
Prezentujemy fragment książki Sofiji Andruchowycz, która nakładem wydawnictwa Czarne będzie miała premierę 9 marca.
„Pod nazwą «Druga Wojna Światowa» kryje się jednocześnie kilka wojen: rasowych, etnicznych, ideologicznych, klasowych, domowych.” - takie słowa rozpoczynają trzynasty (a drugi po wznowieniu) numer czasopisma historycznego „Ukraina Moderna”. Pisma niezwykłego i unikatowego. Co stanowi o jego wyjątkowości?
Jest jakiś niezwykły epistemologiczny urok, który zawiera się w takiej oto sytuacji: czytać pracę Mirosłava Hrocha “W interesie narodowym. Założenia i cele europejskich ruchów nacjonalistycznych XIX w.” będąc w Kijowie, a posługując się przekładem białoruskim. Głównym przedmiotem dociekań Hrocha jest grupa około trzydziestu nacji europejskich, które żyły na swojej ziemi, ale w obrębie obcego państwa. Hegel nazywał je «narodami niehistorycznymi», Stołypin – «tubylcami», Andruchowycz «nieszczęśliwymi wspólnotami», Mirosłav Hroch - «małymi narodami» lub «niepanującymi grupami etnicznymi».
Tylko na naszych stronach możecie Państwo zapoznać się z dwoma fragmentami „Lubelskich lat Edwarda Stachury” Mirosława Dereckiego, książki, która 18 lutego ukaże się nakładem wydawnictwa Teatru NN.
Interesowały go uniwersalia w znaczeniu najważniejszych wyróżników estetycznych uniwersalnego obrazu/odbicia. W swych pracach pozostawiał okruchy/ślady swej egzystencji. Ostatnia wystawa w Krakowie "Figury nieokreślone" w Starmach Gallery była sięganiem, po raz kolejny, ku dziedzictwu Kazimierza Malewicza i abstrakcji aluzyjnej, aby za pomocą ostatecznych form nowoczesności mówić o duchowości. Chyba w końcu lat 80. pisał: Świat wydaje się być przepełniony układami, które należą do jakieś innego, niezrozumiałego dla nas ładu. Niezgodnymi z naszym własnym poczuciem ładu i dlatego – z naszego punktu widzenia – nieporządnymi, niespójnymi i nieharmonijnymi.
kultura enter
miesięcznik wymiany idei
redaguje zespół
projekt logo i okładki: Dawid Jurek
www: Łukasz Gładysz
redakcja: Grzegorz Kondrasiuk (red. naczelny, teatr), Agnieszka Caban (wielokulturowość, sekretarz redakcji), Julia Hoczyk (teatr), Paweł Laufer (dział wschodni), Marcin Skrzypek (miasto i obywatele), Grzegorz Rzepecki, Mirosław Haponiuk; współpraca: Katarzyna Hołda, Tomek Kitliński
Wydawca:
Ośrodek Animacji Kultury
Centrum Kultury w Lublinie
e-mail: redakcja@kulturaenter.pl
fax: 0-81 5360312
© 2008 - 2009 Ośrodek Animacji Kultury - Centrum Kultury w Lublinie. Wszelkie prawa zastrzeżone