Teatromani na hasło „teatr lalek” w większości reagują nieznacznym skrzywieniem ust, co najwyżej wysoko podniesionymi brwiami i zaciekawionym: „Ooo!” O co więc chodzi z tymi lalkami?
W historii teatru dwudziestowiecznego wielokrotnie pojawiali się wizjonerzy, reformatorzy teatru, w którym jako sprawcy wszystkich działań scenicznych, chcieli zamiast żywego aktora widzieć kukłę, robota czy nadmarionetę.
Patrzyłam kiedyś, jak mała dziewczynka bawiła się lalką, i nagle od strony tej dziewczynki zaczęły dobiegać dziwne dźwięki. Głośne i jakieś nieludzkie, do niczego nie pasujące. Potem chwila przerwy i znowu. Przerwa i znów, jakby ktoś bardzo powoli puszczał w ruch jakąś upiorną maszynerię. To dziewczynka rozmawiała z lalką i te wydobywające się z trzewi dziewczynki trzaski i dudnienia to były właśnie kwestie lalki. W przerwach zaś dziewczynka mówiła za siebie, zupełnie normalnie.
Magdalena Abakanowicz, Francis Bacon, Marc Chagall, Ligia Clark, Max Ernst, Wassily Kandinsky, Frida Khalo, Helio Oiticica, Neo Rauch, Stefano Ricci... Imponujący zestaw artystów! Dało by się ułożyć mały leksykon historii sztuki XX wieku – a to mniej, bardziej czy wręcz doskonale znani mistrzowie sztuki, których twórczość, bądź rozważania teoretyczne stanowiły inspirację do powstania aż ośmiu z piętnastu spektakli prezentowanych na listopadowych 12. Międzynarodowych Spotkaniach Teatrów Tańca w Lublinie.
W tym roku kluczem, według którego ułożono program Spotkań Teatrów Tańca, były „wzajemne inspiracje teatru tańca i sztuk wizualnych: malarstwa, grafiki, rzeźby, fotografii”. Muszę przyznać, że ta ostatnia decyzja wzbudziła we mnie pewne obawy. Do tej pory jedną z największych zalet lubelskiego festiwalu była różnorodność prezentowanych propozycji – zarówno z kraju, jak i zagranicy. Czy ograniczenie się do spektakli bliskich jakiemuś „zadanemu” tematowi – w tym wypadku „inspirowanych” sztukami wizualnymi nie odbędzie się ze szkodą dla tej szerokiej palety różnorodności?
Niecały miesiąc minął od zakończenia 12. Międzynarodowych Spotkań Teatrów Tańca. To czas wystarczający, by wrażenia się „uleżały”, ale jeszcze nie zaczęły zacierać się w pamięci, Ja proponuję coś innego – podróż w odleglejszą przeszłość, aż do początków Spotkań. Czuję się do tego w pewien sposób upoważniony, bowiem festiwalowi towarzyszę – głównie piórem, ale także sercem – od jego pierwszej odsłony w 1997 roku. I jak świadczą zachowane notatki, do których mogę sięgnąć, przez te dwanaście lat opuściłem nie więcej niż dziesięć spektakli. Co więcej – mogę się powołać na słowa twórczyni Spotkań, Hanny Strzemieckiej, która pół żartem, pół serio przyznała mi prawo nie tylko do oceniania festiwalu, lecz nawet do „wybrzydzania”. Mogła sobie na to pozwolić bez ryzyka, bo akurat do wybrzydzania powodów było bardzo mało.
Dziecko, jak każdy obywatel, ma prawo wypowiadać się na tematy z nim związane, w tym również na temat otaczającej je przestrzeni. Dzieci nie tylko są zdolne do tego, aby formułować swoje potrzeby dotyczące przestrzeni, ale są wręcz ekspertami w wybranych dziedzinach, dostrzegają obszary problematyczne, zwracają uwagę na miejsca niebezpieczne, są znawcami swojej okolicy. Są również niezwykle kreatywne i chętnie biorą udział w inicjatywach tego typu.
W jaki sposób stowarzyszenia czy grupy nieformalne biorą udział w partycypacji społecznej? Ich działania udowadniają między innymi, że urzędnicy i mieszkańcy są po tej samej stronie barykady. Oto kilka pomysłów, w jaki sposób ludzie, którym na sercu leży dobro miasta mogą działać na jego korzyść.
Wielokrotnie byłem pytany przez studentów: dlaczego taki krok? Dlaczego zamieniłem wielkie miasto akademickie, niemal metropolię, na miasto znacznie mniejsze, w którym największa szkoła wyższa nie jest uczelnią akademicką? Pytają również mieszkańcy tego miasta. Najczęściej odpowiadam, że wolę mieć sto kilometrów do granicy zachodniej, niż wschodniej.
W wypadku Ukrainy wielce stosownymi są spostrzeżenia Wiktora Żywowa odnośnie nauki w Rosji: obraz wygląda znacznie bardziej optymistycznie, kiedy obecny stan porównujemy „nie z cudownym stanem u innych, a z bezładem własnej przeszłości”. Pytanie: Czy ukraińska humanistyka jest zdolna, za przykładem barona Münchausena, wyciągnąć samą siebie z błota? chciałbym pozostawić dla dalszej dyskusji.
Znamienny jest stosunek władz azerbejdżańskich do kwestii wojny gruzińsko-osetyjskiej. Dokładniej, pragmatyczne Baku w żaden sposób nie ustosunkowało się do tej kwestii, a przez pierwszy tydzień oficjalne media nawet nie wspominały o jej istnieniu. Z drugiej strony działały niezależna prasa i telewizja. Tworzyło to niezwykle bogate spektrum różnych stanowisk i poglądów.
Urzędnik UE, który widział rozwój konfliktu przebywając w Tbilisi, zauważył, że kiedy Putin mówi o rosyjskiej misji przeciw „ludobójstwu" w południowej Osetii i woła o pociągnięcie do międzynarodowej odpowiedzialności „zbrodniarzy" z Tbilisi, stwarza „paralelny wszechświat, parodię Zachodu". Wygląda na to, iż cel Putina jest o wiele poważniejszy niż ośmieszenie Zachodu. Nie po raz pierwszy zagarnął on panteon zachodnich wartości i wypełnił go totalnie inną teologią.
kultura enter
miesięcznik wymiany idei
redaguje zespół
projekt logo i okładki: Dawid Jurek
www: Łukasz Gładysz
redakcja: Grzegorz Rzepecki, Mirosław Haponiuk, Grzegorz Kondrasiuk (red. naczelny, teatr), Paweł Laufer (dział wschodni), Marcin Skrzypek (miasto i obywatele), Julia Hoczyk (teatr); współpraca: Katarzyna Hołda, Tomek Kitliński
Wydawca:
Ośrodek Animacji Kultury
Centrum Kultury w Lublinie
e-mail: redakcja@kulturaenter.pl
fax: 0-81 5360312
2008 Osrodek Animacji Kultury - Centrum Kultury w Lublinie. Wszelkie prawa zastrzeżone