Oczywiście. Nie przeczę. Stwierdzenie faktu, że otaczająca nas przestrzeń determinuje wszystkie zachowania i ogląd rzeczywistości, trąci banałem. A może głośne i dobitne wypowiadanie banałów jest zajęciem ekscytującym, najlepszą terapią na ponowoczesne nudy? Bo gra nie toczy się tu bynajmniej o intelektualne spekulacje, o przerzucanie kartek z książek Mircei Eliadego, Martina Heideggera, Waltera Benjamina, Yi-Fu Tuana czy Edwarda T. Halla, ale o najpotoczniejsze z potocznych doświadczeń, o obłąkany pejzaż ulic naszych miast, dotkniętych chaosem, i o wysepki sensu wyrąbywane dla siebie przez lokalne społeczności. Uwagi pp. Czytelników polecamy pierwsze teksty z nowego działu naszego miesięcznika, w którym będziemy publikować teksty poświęcone perypetiom przestrzennym...
Grzegorz Kondrasiuk
Reklama zewnętrzna wymknęła się w Polsce spod kontroli. Przestrzeń publiczna została przez nią zawłaszczona i zdewastowana. Obcując na co dzień z wizualnym chaosem, zaczynamy traktować go jako stan normalny, przestajemy go dostrzegać. Stępiamy własną wrażliwość, tracimy poczucie harmonii, przenosimy zgodę na nieporządek i bylejakość do przestrzeni prywatnych. Czy istnieje granica nasycenia przestrzeni publicznej reklamą? Zdaniem samych prezesów firm reklamowych, w obecnym stanie prawnym – nie istnieje.
Demokracja w przestrzeni realizuje się wtedy, kiedy jako obywatele mamy możliwość aktywnego wpływania na jakość przekształcanej przestrzeni. Etycznym obowiązkiem decydentów i architektów w tym procesie jest zapewnienie, by była to przestrzeń cementująca spójność społeczną przez zaspokajanie nie tylko potrzeb bieżących, ale również przyszłych i tych mniej rzucających się w oczy, których zaspokojenie zwraca się w dłuższym okresie.
Inaczej – trudno ich nazwać. Starają się funkcjonować OBOK lub POZA istniejącymi układami: politycznymi, społecznymi, personalnymi… Jest ich niewielu, ale maniackim nieraz uporem potrafią coś zmienić we wciąż szarej rzeczywistości. Zygmunt Bauman powiedział kiedyś, iż partykuła „nie” świadczy o wolności, jest jej ostatnim przejawem w globalizowanym świecie. „Ludzie drogi” są tedy specjalistami od używania na co dzień owej przestrzeni, na jaką pozwala odrzucenie istniejącego status quo.
Wszyscy ci, którzy śledzą poczynania ukraińskich kapitalistów (oligarchów), dobrze znają niektóre rezultaty ich „działalności biznesowej”. Nawet prezydencki dekret nie zdołał powstrzymać budowy monstrualnego wieżowca dla bogaczy nad brzegiem Dniepru, zakłócającego widok na piękne zarysy pobliskiego Pałacu Mariańskiego.
Prawdziwym geopolitycznym celem Rosji podczas jej agresji w Gruzji był nie tyle samodzielny reżim Michaiła Saakaszwilego, ale Azerbejdżan. Dlaczego Moskwa odważyła się na tak brutalny krok? Według mnie jest to część dwóch planów zakrojonych na dużo szerszą skalę.
Mamy dwie (a może trzy) ojczyzny: Związek Radziecki, Ukrainę i język rosyjski. Ja mam ich jeszcze więcej: Odessę i babciny jidysz, język ukraiński i przysypaną śniegiem rosyjską literaturę, żydowskie korzenie i doniosłe prawdy judaizmu oraz chrześcijaństwa; stare kamienie, odeskie ulice i podwórza. Wysokie odeskie niebo. Słone morze. Wyjście na ocean... Dosłownie – WYJŚCIE! I to, zdaje się, najważniejsze... Ale mówię to w „podniosłym stylu”. Można mówić i „niskim”, ale po co?
Gdy po roku pierestrojka dotarła do Pragi, okazała się rzeczą równie wielką, piękną i niesamowitą, jak zwycięstwo czechosłowackiej reprezentacji w mistrzostwach hokejowych w 1969 roku. Była to naprawdę aksamitna rewolucja. I wtedy znowu poczułem się na krótką, ale niesamowicie szczęśliwą chwilę Czechem. Słowakiem. Niemcem. Węgrem. Bułgarem.
Praktykowana przez moskiewski Teatr.doc metoda dramaturgiczna, polegająca na konfrontacji aktorów z „nieoswojoną", toporną rzeczywistością, decyduje o wyborze języka teatralnego. „Interesujące jest dla mnie przede wszystkim to, co podpowie mi faktura, na którą – przypadkiem! – się natknę" – deklaruje Michaił Ugarow.
Trzynaste „Konfrontacje”, które odbyły się w dniach 8-12 października 2008 roku pod hasłem „Żydzi w teatrze”, mają znaczenie symboliczne. Po latach ten temat powrócił, i tym mocniej zabrzmiał na deskach teatru. Od razu pojawiły się ważne pytania. Po pierwsze: jak opowiadać o Żydach? Kim oni są? Co znaczą dla przestrzeni naszego życia, naszych miast? Są Inni czy Swoi? Jeśli Inni, to jacy? Bliscy czy dalecy?
Rysunki Benka Homziuka pulsują – tak, jak pulsuje proza Schulza. I tu, i tam formy roją się niepokojąco. Kurtynowe przestrzenie nakładają się jedna na drugą, zazębiają, przenikają. Świat, z jednej strony, jawi się jako ledwie pozszywany z postrzępionych kawałków starego, przetartego płótna, z drugiej zaś – jako całkowity, przemyślany projekt niewidzialnego Reżysera.
Staram się tworzyć dla określonej grupy odbiorców o konkretnych potrzebach psychoterapeutycznych, tak, aby moje filmy mogły być wykorzystane w terapii. Pozbywam się wyrzutów sumienia, takich jak na przykład tworzenie tzw. „sztuki dla sztuki”. Mam satysfakcję, że mogę komuś pomóc, za darmo pokazując mu filmy, które często funkcjonują tylko w obiegu festiwalowym. Nie chcę robić sztuki o niczym.
kultura enter
miesięcznik wymiany idei
redaguje zespół: Grzegorz Rzepecki,
Mirosław Haponiuk,
Grzegorz Kondrasiuk (sekretarz redakcji), Marcin Skrzypek,
Paweł Laufer
projekt logo i okładki: Dawid Jurek
www: Łukasz Gładysz
dział wschodni
Paweł Laufer
przestrzeń - Marcin Skrzypek
teatr
Grzegorz Kondrasiuk, Julia Hoczyk
Wydawca:
Ośrodek Animacji Kultury
Centrum Kultury w Lublinie
e-mail: redakcja@kulturaenter.pl
fax: 0-81 5360312
2008 Osrodek Animacji Kultury - Centrum Kultury w Lublinie. Wszelkie prawa zastrzeżone