kultura enter
miesięcznik wymiany idei
wrzesień 2008
Opowieść o zatrzymanych taborach, mimo że jest oparta na faktach, ma też pewne cechy charakterystyczne dla bajki – najważniejszą z nich jest wyraźny morał, który brzmi: w życiu „sytuacje ostateczne” zdarzają się niezwykle rzadko. Bez względu na to, co się wydaje, drogi bez wyjścia, to najczęściej drogi z bardzo ostrym – z daleka niewidocznym – zakrętem, podobnie decyzje, z których miały płynąć tylko tragiczne skutki, przynoszą również zupełnie niespodziewane korzyści.
Kiedy wiosną 1964 roku delegacje lokalnych urzędników ogłosiły przygotowującym się do opuszczenia zimowych kwater Cyganom[i], że w tym roku tabory nie wyruszą, nikt nie był w stanie przewidzieć wszystkich skutków tej, zakrojonej na skalę ogólnopolską, akcji. Członkowie starszyzn, początkowo zbici z tropu, dali się skusić obietnicą przydzielenia mieszkań i zapewnienia miejsc pracy, i tylko nieliczne, bardzo zdeterminowane rodziny podjęły tradycyjną letnią wędrówkę. Większość została, mimo iż wkrótce okazało się, że obiecane mieszkania trzeba dopiero wybudować, albo generalnie remontować (na co nie ma pieniędzy, więc pozostaje mieszkać w rozpadających się murach); podjęcie pracy też wymaga znacznie więcej wysiłku niż zgłoszenie gotowości, a i płaca nie zawsze zaspokaja potrzeby i ambicje. Na pytanie, dlaczego Romowie przystali na takie warunki, odpowiedzią może być spostrzeżenie Adama Bartosza, który napisał: „Gdy literatura i sztuka tworzyły wizerunek Cygana wolnego wędrowcy – Cyganie żyli bardziej w nędzy niż byli szczęśliwi bogactwem owej wolności. I niejedna rodzina chętnie by osiadła, gdyby miała sposobność […]. I osiadali ci, którzy takie warunki znaleźli. W większości jednak […] z konieczności tułali się od wsi do wsi jak ich pradziadowie”[ii]. Tak więc, decyzja o zatrzymaniu taborów, którą władze Polskiej Rzeczpospolitej Ludowej podjęły w celu wyprowadzenia Romów ze stanu „ciemnoty” i „zacofania kulturalnego”, spotkała się z tendencją (zawsze obecną u cygańskiej społeczności), by porzucać podróżowanie i próbować osiedlenia, gdy warunki zdają się temu sprzyjać. Z drugiej jednak strony, wędrówka była tak mocno wpisana w cygańską tożsamość, że oprócz form zachęty, władze musiały wypracować metody represji, którymi zniechęcałyby do koczownictwa. Skutecznym sposobem okazało się bardzo surowe egzekwowanie prawa nieustannie i mimowolnie przez Romów łamanego i konsekwentne wymierzanie kar pieniężnych za najdrobniejsze nawet przewinienia, do których należały: palenie ognisk na łąkach, w pobliżu lasów i drewnianych budowli, brak sprzętu przeciwpożarowego, wyrąb drzewa i kradzież powalonych pni, powożenie bez posiadania odpowiednich uprawnień, brak oświetlenia wozów, spanie na nich w czasie jazdy, prowadzenie luzem zwierząt, wypasanie bydła w pasie drogi, niszczenie rowów i skarp, organizowanie nielegalnych zgromadzeń (za takie można było uznać na przykład cygański ślub), nieprzestrzeganie obowiązku szkolnego dzieci, brak zameldowania, brak dowodów tożsamości bądź posiadanie nieaktualnych dokumentów, brak szczepień ochronnych[iii]. Każdy powód był wystarczająco dobry, by zatrzymać tabor i odstawić go na granicę powiatu – za którą wędrujących czekała kolejna kara w przypadku natknięcia się na jakikolwiek patrol milicji.
Romowie nie uznali tych warunków za szczególnie uciążliwe – nie różniły się od tego, do czego przywykli. Ale przyzwyczajenie nie było główną przyczyną ich obojętności; istniał ważniejszy powód: poczucie tymczasowości sytuacji, w której się znaleźli. Wielu z nich, zwłaszcza starszych, wierzyło, że przymusowy postój skończy się wcześniej czy później i że którejś wiosny – być może za rok lub za dwa – tabory znów wyjadą na drogi, bo zniesiona zostanie unieruchamiająca je „ustawa o zakazie wędrowania”[iv]. Tymczasem mijały kolejne wiosny, jesienie i zimy, a tabory nie ruszały, opuszczone wozy niszczały zaparkowane przed murowanymi domami, a wraz z nimi odchodził w przeszłość kluczowy element cygańskiej kultury.
Co zatem jest tematyką zdjęć? To najszerzej rozumiana
codzienność. Jej bohaterkami są kobiety i – najchętniej pozujące – dzieci, a
także, choć rzadziej, mężczyźni i zwierzęta, wreszcie cygańskie wozy (stare
domy) i murowane budynki (domy nowe). Wszyscy oni zdają się przebywać w szparze
pomiędzy dwoma wyraźnymi krawędziami rzeczywistości: jedną z nich jest
wędrówka, drugą osiedlenie. Widać to wyraźnie na zdjęciach, gdzie kobiety,
mające już od kilku lat kuchnie, wciąż gotują na ogniskach i na świeżym
powietrzu, w misce wody, zmywają zgrzebne, poniszczone naczynia. Podobnie
mężczyźni wciąż ujeżdżają i sprzedają konie, tak jakby byli w trakcie dłuższego
postoju.
Najbardziej przejmujący nie jest, wbrew pozorom, ewidentny
niedostatek i trudne warunki mieszkaniowe osiedlonych Romów – te obrazy byłby
może dramatyczne, lecz są złagodzone poprzez przebijającą zza biedy pogodę
ducha i łagodność: przez uśmiech młodych kobiet, wesołość brykających dzieci,
skupienie malujące się na twarzach mężczyzn. To, co najmocniej porusza, to obrazy
tradycyjnie dekorowanych smokami i lustrami cygańskich wozów – dawnych domów – zniszczonych,
obłażących z farby i zarastających wysoką trawą, stojących bez kół i szyb w
oknach na podwórkach przed nowymi, murowanymi mieszkaniami. W rozpadających się
„filarach” taborów, bez których niemożliwa byłaby niegdyś wędrówka, bawią się beztrosko
dzieci, swoją ruchliwością i beztroską jeszcze mocniej akcentując martwy
bezruch i bezużyteczność wozów. Na zdjęciach wyraźnie widać, że nawet, gdyby
założono zdjęte z osi gumowe koła, żaden z nich nie byłyby w stanie wyruszyć. Widok
ten jest żałosny i bezgranicznie smutny. Powolna śmierć cygańskich wozów,
dramatyczna sama w sobie, staje się również symbolem śmierci kultury, do której
należały.
Polscy Romowie, a przynajmniej ogromna większość z nich,
nigdy już nie wyruszyła. Nawet, gdy po 1989 roku zmieniła się sytuacja
polityczna kraju i nikt nie utrudniał im wędrówki, niewiele rodzin podjęło
dawny tryb życia.
Tabory prawdopodobnie umarłyby tak czy inaczej. Widać to na przykładzie nielicznych romskich rodzin, które w latach 60. i 70. uparcie, bez względu na trudności, podejmowały co roku tradycyjną podróż. Zaczęły one przemieszczać się samochodami lub pociągami, wioząc ze sobą namioty. Na pewno częściowo robiły tak, by upodobnić się do podróżujących z plecakami, biwakujących pod gołym niebem turystów i uniknąć kłopotliwych spotkań z milicją. Ale drugim powodem była wygoda: wóz ciągnięty przez konia został zastąpiony samochodem, szałas w lesie – turystycznym namiotem, kołdra i poduszka – poręcznym śpiworem. „Akcja rygorystycznego egzekwowania obowiązujących przepisów – podsumowuje Adam Bartosz – nie odniosła skutku natychmiast, a w gruncie rzeczy nie zatrzymała wędrówki do dziś. Jednak rok 1964 będzie zapamiętany przez Cyganów jako rok kresu swobodnych wędrówek. Dziś owa data staje się jednym z elementów wzmocnienia czy wręcz budowy świadomości etnicznej Romów. Tak więc zarządzenia władz komunistycznych z lat sześćdziesiątych ubiegłego wieku zaowocowały niespodziewanie zbudowaniem nowego mitu o szczęśliwym okresie wolnej wędrówki, mitu wokół którego konstruuje się poczucie cygańskiej tożsamości”[ix].
Przesadą byłoby powiedzieć, że sprawiły to zdjęcia Polakowskiego, ale ich rola we wspomnianym procesie jest nie do przecenienia – stały się ważnym elementem cygańskiego „muzeum pamiątek”. Są rodzajem dokumentacji tamtego czasu, posiadającej jednocześnie potężną wizualną siłę przekazu. Siła ta wynika między innymi z faktu, że sympatia autora jest po romskiej stronie, ale zdołał on uniknąć idealizacji. Był rzetelny – nasycił tylko zdjęcia niezaprzeczalnym pięknem. Pięknem, które wynika ze zderzenia zgrzebnej treści i wysublimowanej formy, nieatrakcyjnego otoczenia i urzekającej urody ludzi, prostoty życia i wielowarstwowej artystycznej szaty, w jaką to życie zostało ubrane. Zaufanie, którym został obdarzony fotograf, pozwoliło mu zapuścić się z obiektywem znacznie dalej, niż mogli wejść postronni reportażyści, a dzięki temu zrobione przez niego zdjęcia są dla badaczy kultury Romów znacznie bardziej wartościowe. I nie tylko dla nich, ale dla każdego Roma czy Romki, którzy zapragną poznać własne korzenie. Oglądając te fotografie, poznają oni wszystkie trudności przejściowego czasu na początku Wielkiego Postoju. I bardzo prawdopodobne, że mocniej poczują tęsknotę, którą podobno każdy z nich w sobie nosi – za barwnym mitem taboru, za wędrówką, która urasta do rangi symbolu, tak, jak jest nim koło wozu na błękitno-biało-zielonej cygańskiej fladze.
Podróż taborem, gdyby jakaś romska rodzina chciała na nowo ją podjąć, byłaby w tym momencie wywoływaniem duchów – takie podróże skoczyły się w 1964 roku. Ta decyzja została podjęta za plecami Romów, ale jej konsekwencji nie da się odwołać. Jednak przed tą społecznością inna poważna podróż, którą można odbyć bez odbudowywania zniszczonych drewnianych wozów – wyprawa do korzeni taborów, podróż po tożsamość, która może prowadzić malowniczą szosą, ale może być też niekiedy wędrówką rozległymi bezdrożami historii i spaniem pod rozgwieżdżonym niebem hipotez.
To jednak tylko dowodzi faktu, że w życiu rzadko przytrafiają się sytuacje ostatecznie zamknięte. Jest, co prawda, wiele takich, których nie da się odwrócić – nie można sprawić, by tysiące cygańskich wozów wróciło na polskie drogi a do wsi znów przychodziły ubrane w barwne spódnice wróżki i wąsaci handlarze końmi – ale mało jest tych, które zatrzaskują się przed nami z hukiem. Historia zatrzymanych taborów, o których pamiętamy dzięki wrażliwości i reporterskiemu zacięciu Andrzeja Polakowskiego, jest tego przekonującym przykładem.
Anna Kiszka
Internetowa galeria zdjęć Andrzeja Polakowskiego znajduje się na stronach internetowych Ośrodka Brama Grodzka – Teatr NN
W tytule artykułu został użyty cytat z artykułu Romana Kwiatkowskiego (R. Kwiatkowski, Bolesna przemiana, [w:] Andrzej Polakowski, Pożegnanie taboru. Grabowiec, Hrubieszów, Kraśnik, Lubartów, Lublin,
Parczew, Puławy. Fotografie 1967, Lublin 2007, s. 81.)
[i] Obecnie używa się raczej nazwy „Rom” („Rrom”), która jest oficjalnym określeniem narodowości, niemniej słowo „Cygan”, mimo że niekiedy uważane za formę obraźliwą, ma również długą tradycję – i rację bytu, zwłaszcza, gdy, tak jak tutaj, używane jest w odniesieniu do okresu, w którym nie miało tak pejoratywnego zabarwienia. Zob. Remigiusz Okraska, Cyganie – Romowie, www.olszówka.most.org.pl/cyganie.rtf (22.08.2008) oraz Adam Bartosz, Nie bój się Cygana, Sejny 1994 (rozdział Rom, to brzmi dumnie).
[ii] Adam Bartosz, Nie bój się Cygana, s. 112.
[iii] Por. tamże, Aneks 3, s. 185-188.
[iv] Ustawa ta w istocie nigdy nie powstała; Cyganie, na mocy uchwał, byli jedynie bardzo skrupulatnie rozliczani z przestrzegania obowiązujących przepisów. Jednak wielu Romów było (i jest) przekonanych o jej istnieniu; można by powiedzieć, że „ustawa o zakazie wędrowania” jest dla nich rodzajem mitu tłumaczącego zawiłą i trudną do przyjęcia rzeczywistość.
[v] Urodzony w 1937 roku. Absolwent Wydziału Budownictwa Politechniki Poznańskiej. Członek Związku Polskich Artystów Fotografików. Rozbudowaną notkę biograficzną zob. Marcin Skrzypek, O autorze, [w:] Andrzej Polakowski, Pożegnanie taboru. Grabowiec…, s. 93.
[vi] Zdjęcia miały służyć przede wszystkim jako ilustracja do książki Pożegnanie taboru (Lublin 1968), w której Zdzisław Kazimierczuk zebrał swoje „cygańskie” reportaże. Pierwsza ich wystawa odbyła się na przełomie 1968 i 1969 roku w Muzeum Literackim im. Józefa Czechowicza. Po wielu latach nieobecności, zostały znów pokazane w 1994 roku (Ośrodek „Brama Grodzka – Teatr NN”), w roku 1995 i 1998 (ACK „Chatka Żaka”) wreszcie w roku 2006, jako plenerowa wystawa w Ogrodzie Saskim. Rok później Ośrodek „Brama Grodzka – Teatr NN” wydał album Pożegnanie taboru. Grabowiec, Hrubieszów, Kraśnik, Lubartów, Lublin, Parczew, Puławy. Fotografie 1967 (Lublin 2007).
[vii] Nie bez znaczenia była tutaj bliska znajomość Zdzisława Kazimierczuka z Romanem „Labą” Bobowiczem, młodym Romem z taboru osiadłego w Grabowcu, który cieszył się dużym szacunkiem w swojej społeczności.
[viii] Marcin Skrzypek, Gorący uczynek, [w:] Historie z fotogramów 2007. Aneks do albumu Pożegnanie taboru Andrzeja Polakowskiego, s. 6.
[ix] Adam Bartosz, Na wielkim postoju, [w:] Andrzej Polakowski, Pożegnanie taboru. Grabowiec…, s. 85.
Anna Kiszka – absolwentka historii sztuki Katolickiego Uniwersytetu Lubelskiego.
kultura enter
miesięcznik wymiany idei
redaguje zespół: Grzegorz Rzepecki,
Mirosław Haponiuk,
Grzegorz Kondrasiuk (sekretarz redakcji),
Magda Linkowska,
Paweł Laufer
projekt logo i okładki: Dawid Jurek
www: Łukasz Gładysz
dział wschodni
Paweł Laufer
sztuki wizualne
Magda Linkowska
teatr
Grzegorz Kondrasiuk, Julia Hoczyk
Wydawca:
Ośrodek Animacji Kultury
Centrum Kultury w Lublinie
e-mail: redakcja@kulturaenter.pl
© 2008 Osrodek Animacji Kultury - Centrum Kultury w Lublinie. Wszelkie prawa zastrzeżone